Tęsknota…

Zasnuło mi się serce, jak niebo chmurami
Smutek wylał się z niego, jak wiosenna rzeka
Otulam się mgłą tęsknoty, by w ciszę odpłynąć
Przed deszczem łez się schronić pod jej parasolem

Tak byłoby spokojnie, nijako i szaro
Tak trochę mniej boleśnie i trochę mniej trudno
Lecz ona wcale nie chce być bandażem duszy
Skrzydła dziś jej wyrosły i leci za tobą

I goni twoje myśli, łapie twoją duszę
Z ust wchłania oddech miarowy, spokojny
Dotyka serca piórem i łaskocze z lekka
Wywołany uśmiech zjada na śniadanie

Cholerna tęsknota do oczu się wciska
W moich błyszczy łzami w twoich pali gwiazdy
Taka nieposłuszna jak ty, gdy twe ręce
Nie mogą nie dotykać zakamarków ciała

Niesforna tęsknota, ruda i zielona
Jak dzieciak nie potrafi usiedzieć na miejscu
Biegnie od myśli do myśli, maluje wspomnienia
Miłość z dusz nam wyciąga i most stawia sercom

Kompletnie oszalała, nie liczy się z niczym
Czym dla niej jest odległość, milczenie i pustka
Machnie tylko skrzydłem i… jesteś tuż obok
Chłoniesz usta ustami, ciało koisz ciałem.

Wtulam głowę w twe ramię i zamykam oczy
Czuję twój dotyk na rozgrzanej skórze
Dotykam dłonią twarzy, ty tulisz się do niej
Znów w sobie jesteśmy tak blisko, najbliżej

Więc niech leci, niech frunie, niech szybuje w górę
Niech strąca śmiechem deszcz na rzęsach uśpiony
Niech w nas rośnie, niech śpiewa, że to tylko chwila
Niech kartki z kalendarza zerwie wszystkie naraz

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.