Zatęsknić za swoim uśmiechem…

- „Chciałbym uśmiechać się tak pięknie jak pani, ale pani zeszła z nieba, a dla mnie tylko piach, tylko śmierć dookoła…” – powiedział mi przed chwilą na przystanku pewien bezdomny. Choroba zabrała mu uśmiech, groteskowo wykrzywiła nos, sparaliżowała policzek.
- „Widzi pani, ja jestem dobry człowiek. Ja lubię pomagać. Chciałem pomóc kilku osobom, ale mi się nie udało. Wszyscy umarli. Pani jest piękną kobietą. Niech pani mi powie: zeszła pani z nieba? Jest pani Aniołem. Ze mną nikt nie chce rozmawiać, a pani ze mną rozmawia! Ja nie mogę się uśmiechać, wie pani. Mam sparaliżowany policzek. A pani się tak pięknie śmieje. A ja… odkąd się nie śmieję wszyscy moi przyjaciele umierają. Mikołaj, moja dziewczyna Iwonka.. i drugi Mikołaj… niech to sie w końcu skończy! Ciągle czuję jego, Mateusza, ostatni oddech. Umierał mi na kolanach… Niech to się skończy, proszę pani, bo trudno wytrzymać. Pali pani, nie?… to dobrze. A pani ze mną rozmawia, pani musi być z nieba!”

Co tu dużo mówić: padał deszcz, a ja stałam w śroku kałuży i cieszyłam się ciepłym, nocnym oddechem lata. W ustach miałam smak morwy, która rośnie nieopodal mojego biurowca. Czego mi brakowało do szczęścia! Niczego. I nagle ten człowiek, który w odróżnieniu ode mnie nie wracał do domu, sprawił, że moje poczucie radości się ustokrotniło. Może nie mam kasy, nie mam własnego domu, też jestem praktycznie bezdomna, ale mam dwie zdrowe (prawie) ręce, mam dwie zdrowe (prawie) nogi, kupę inteligencji w nienajbrzydszej głowie więc… mam powód do uśmiechu.
I tak sobie pomyślałam… jaki to mądry człowiek.
Gdy wsiadałam do tramwaju i życzyłam mu dobrej nocy uśmiechnął się do mnie oczyma i pomachał ręką. Żegnały mnie jego ciepłe słowa… – „Do widzenia, niech pani na siebie uważa wracając do domu. Jest już późno.”
Odjechałam a On został na przystanku. Będzie pewnie siedział nadal w tym samym miejscu, w którym go zastałam. Tramwaje przyjeżdżają i odjeżdżają, a on siedzi, bo tu wiata i nie pada.
Biedny, bezdomny człowiek a tak wiele mi dał. Zawsze wiedziałam, że jestem szczęściarą, ale teraz uświadomiłam sobie, to mocniej niż kiedykolwiek. I chcę, abyście nie przeszli nad tym tekstem obojętnie.
Nie kochani, nie tym razem…
To, o czym tu piszę jest bardzo ważne dla każdego człowieka.
Pewnie nigdy nie dowiecie się, jak to jest być bezdomnym. Nigdy nie dowiecie się, jak to jest zatęsknić za swoim uśmiechem. Nigdy nie dowiecie się być może, jak to jest, gdy ktoś ważny i kochany odchodzi w jednej chwili, a wy nie możecie nic zrobić. Obyście się nigdy nie dowiedzieli. Ale właśnie ta niewiedza nakłada na was niejako obowiązek radości. Obowiązek cieszenia się z tego, co macie. Bo teraz życie nas rozpieszcza, ale jak długo?!
Dlatego też napiszę wam dokładnie to, co moim znajomym na FB: Moi kochani znajomi.. gdy jutro rano wstaniecie z łóżka pomyślcie, że wy nadal możecie się uśmiechać! I pomyslcie o głębokiej prawdzie, którą wyraził ten człowiek: bez naszego uśmiechu nasi przyjaciele umierają… więc do roboty!
Uśmiechnijcie się za mojego bezdomnego, a może też i do niego w tej czy innej postaci.
On miał na imię Luca!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.