po burzy…

W naturze po burzy zawsze wychodzi słońce, a niekiedy nawet rozbłyska na niebie tęczą.
W mojej bajce po burzy słońce się obraziło na ziemię, choć ta nie ma nic wspólnego z burzowymi chmurami i choć to nie ona dała się tym chmurom przegonić!!! Ziemia nie zrobiła nic, a słońce z całym rozmysłem schowało się za chmury, których ponoć nie lubi, i które są prawdziwymi winowajcami całej tej sytuacji…
Mówią, że słońce z natury niesie radość i ciepło. W mojej bajce słońce całą radośc i ciepło zabrało pod pachę, jak obrażony przedszkolak pluszowego misia. Ziemia nie ma żadnej możliwości wyciągnięcia go zza tych chmur, choć tak bardzo potrzebuje by wyszło zza nich, by było, by zaświeciło i wysuszyło jej kałuże… Bez niego przecież nie ogrzeje zmokniętego serca i nie pozbiera rozwianych wichurą myśli!
Jak pusta jest ziemia bez jego radosnego, jasnego pocałunku!!!

Na szczęście wiem doskonale, że te chmury są jak mgła… Odejdą wraz ze świtem. Nie mają innego wyjścia. W mojej bajce ziemia nie może istnieć bez słońca, a ono nie umie żyć bez niej. W mojej bajce, ono jest całe dla ziemi. Odkąd nad nią zaświeciło jest całe oddane tylko jej. Dba o to, żeby było jej dobrze, ciepło, bezpiecznie i aby wszystko na niej tętniło życiem. Wielokrotnie jest bardzo zmęczone wędrówką, wielokrotnie przeżywa burze słoneczne i wrze… ale potem uspokaja się i wraca do siebie i do niej. Do swojej ziemi obiecanej. Choć ta niejedną ma górkę i niejedną dolinę niekoniecznie miodem i mlekiem płynącą. A przecież właśnie taka różnorodna, właśnie taka nienajprostsza jest najprawdziwsza i najpiękniejsza. Uwielbia pieścić ją swoim dotykiem delikatnym jak poranek, dojrzałym i gorącym, jak samo południe i leniwym, rozespanym jak wieczór pełen spokoju i spełnienia. A ziemia… właśnie taka, zielona aż do obłędu, a zarazem pełna pustyń i kałuż, cała jest oddana słońcu i bez pamięci w nim zakochana. A ono jest dla niej błogosławieństwem nawet gdy pali za bardzo, gdy wysusza jej zieone oazy i zostawia zmarszczki na pustyniach. Nawet gdy świeci tak krótko, że ziemia pokrywa się szronem. Jest dla niej wszystkimi jest dla niem tym najlepszym, co jej się mogło przydarzyć. Więc ziemia nieustannie trwa w dziękczynieniu za każdy jego promyk i jest dumna gdy widzi, jak każdego ranka słońce wstaje w coraz większym blasku, coraz silniejsze
W mojej bajce każda burza – i ta słoneczna i ta ziemska kończy się spokojnym letnim porankiem…
I to jest to, co każda bajka mieć powinna – morał!
Ziemia i Słońce są sobie przeznaczone. Od zawsze, od początku świata należą do siebie i istnieją tylko razem. Ona zawdzięcza mu życie, on zawdzięcza jej sens swojego istnienia. I tak jest dobrze… bardzo dobrze!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.