Poranek

Słońce ledwo jedno otworzyło oko
i świat mi zapłonął leciutką jesienią
Diamentami rosy pomalował trawę
Na drzewach zawiesił delikatne cienie
Powietrze jeszcze pełne chłodu nocy,
Ulice nadal wtulone są w ciszę
Promień słońca spadł na moją głowę
Na nosie mi piegi rozświetlił i uśmiech
Szpilki zastukały na pustej ulicy
Obudziły echo pomiędzy domami
Gawron na latarni wyprostował skrzydła
Przeciągnął się z lekka, poszybował w górę
Idąc prosto w słońce porządkuję myśli
Niesforne upycham, by nie rozrabiały
Radosnym pozwalam rozgościć się w sercu
Ciekawskim otwieram okienko na świat
Taka letniojesienna wchodzę w dzisiejszość
Sny prześnione tak pięknie zbieram do szuflady
Kartkę czystą szykuję na zwyczajne szczęście
Zapiszę je jak zawsze zieloną nadzieją

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.