Jesiennie…

Rano, jak zwykle nie mogłam spać.
Poszłam na spacer, zwabiła mnie mgła. Było tak pięknie, spokojnie i nierealnie…
Napisałam wiersz siedząc w lesie na kamieniu…
Garść myśli snujących się we mnie na podobieństwo tej mgły
I tak sobie pomyślałam, że mam za co być wdzięczna życiu i sobie.
Wdzięczna za to, że od tamtej mgły, w której zanurzałam się przed laty nie zostało nic. Zupełnie nic!
Jesień przyszła – i jest taka kolorowa!!!!

Białe nitki mgły się snują bladym switem
Tak ulotne, jak wspomnienia naszych wzruszeń
Troszkę mokre, troszkę chłodne, niepokorne
Niezależne od niczego poza czasem
Romantyczność znowu rankiem zawładnęła
Wchodzę w mgłę niewidkę, cała jestem ciszą
Dłoń wyciągam, chwytam nitkę i nawijam
Swoje życie, swoje niebo, swoje piekło
Plotę potem, splot za splotem, życia kilim
Taki trochę niecodzienny, pełen ciepła
Taki mądry tym co było, ufny jutrem
Wielobarwny, wieloznaczny, wyjątkowy.
Ludzie mówią: „mgła i plucha – jesień przyszła”
Ludzie boją się przymrozków, zimna lodu
A ja widzę czerwień serca, zieleń wiary
A ja czuję ciepło ognia, spokój wody.
Tak, ja lubię, gdy deszcz pada już od rana
Gdy po szybie kropla goni inne krople
Staję w oknie uśmiechnięta i szczęśliwa
Tyle słońca jest w mym deszczu… więc nie zmoknę!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.