oswoić Kaktusa

Zastanawiające, jak życie nieustannie nas czegoś uczy.
Mówi się, że uczenie się tego, co się kocha jest samą przyjemnością. Właściwie się z tym zgadzam, ale uważam, że warto wspomnieć o jednym wyjątku. Uczenie się kochanego człowieka nie zawsze jest przyjemnością. Jest jednak koniecznością i warunkiem tego, by miłość była żywa i ciągle dorastała. Nie wystarczy bowiem poczuć, że się kogoś kocha i już. Nie wystarczy patrzeć w oczy i trzymać się za ręce. Nie wystarczy przeżywać uniesienia i wzloty. Nie wystarczy. To tylko ta pierwsza faza miłości. Druga ukrywa się w przegadanych do świtu nocach, przeżywaniu tych samych wydarzeń i dzieleniu się nimi, w ciepłym kocu i herbacie, gdy choroba stanęła u drzwi. Schowana jest w codziennej, delikatnej trosce, w stawianiu kolejnych kroków, w pokazywaniu celu i dopingowaniu w drodze do niego. W wierze, że oto obok nas żyje drugi zwykły, przeciętny człowiek, który dla nas jest zupełnie niezwykły i po prostu nieprzeciętny i najcenniejszy. W tym pragnieniu, by był obok nas nieustannie i w wolności, którą mimo tego mu się daje. Nie jest to proste i często bolesne, ale bez tego nie możemy powiedzieć, że naprawdę kochamy.
Z człowiekiem jest trochę tak, jak z kaktusem. Każdy z nas jest inny, ale nie ma ludzi bez cierni. Po prostu nie ma. Jesteśmy jak prezenty, zapakowane mniej lub bardziej elegancko i ciekawie. Można się nami cieszyć, można głaskać opakowanie, ale jeśli chcemy w końcu cieszyć sie samym prezentem to musimy go odpakować. Zajrzeć do środka. Zachwycić się zawartością… czyli ślicznym kaktusem. Najczęściej jest kwitnący, zadziwia, zachwyca. Jednak po jakimś czasie przyzwyczajamy się do jego widoku i obecności na naszym parapecie życia. Potem kwiat zaczyna się starzeć, więdnie i kaktus jest już mniej piękny i zachwycający. Ot… zbieranina cierni. Jeśli wtedy nie sięgniemy po informację, jakie ma potrzeby, wymagania, tajemnice… będzie taki już na zawsze. Będzie w nim moc zakwitnięcia, będzie obietnica zachwytu, ale ukryta głęboko w jego wnętrzu. Więc decydując sie na miłość, podpisujemy zgodę na nieustanne kursy doszkalające. Będą organizowane bardzo często… czasami zbyt często, jak na naszą wytrzymałość i pojemność. Jeśli jednak opuścimy choć jeden, niełatwo będzie nadrobić straconą lekcję. Jeśli nie będziemy się do tej nauki przykładać sercem niewiele zrozumiemy. Zdobycie tej wiedzy wymaga bowiem zaangażowania i cierpliwości. Jak długo? Cóż… dopóki kaktus się nie zestarzeje i nie odejdzie w krainę dobrych wspomnień.
Tak, człowiek ma swoje ciernie. Każdy. Każdy jest kaktusem, bez wyjątku! Każdy kiedyś rozkwita, ale nie każdy ma szansę powtórzyć kwitnienie.
Dlatego tak ważne jest uczyć się kochanej osoby codziennie od nowa. Gdy grzeje nas ciepłem lub ziębi lodem, uczyć sie go bez względu na wszystko.
Dlaczego?
Dlatego, że wtedy my sami zakwitamy! Ucząc się drugiej osoby dajemy jej szansę na bycie pięknym człowiekiem. Dlatego, ze sami sobie wtedy dajemy taką samą szansę, bo z tej nauki rodzi się w nas wyrozumiałość, wolność, tkliwość, pewnośc uczuć, stałość i oddania. Dlatego, że ucząc się kochanej osoby, dajemy jej szansę poznania prawdy o nas.
Cóż z tego, ze to czasem boli… Skoro kochamy to boli. Miłośc nie przestaje być piękna i cenna wtedy, gdy rani i kłuje. Wręcz odwrotnie.
Przytulamy wszak kaktusa i musimy być świadomi, że bardziej lub mniej boleśniej poczujemy na sobie jego ciernie. Powinniśmy być tego świadomi i nie mieć wtedy pretensji ani do kaktusa, ani do losu.
Trzeba ufać, że warto. Więcej.. trzeba być o tym głęboko przekonanym.
Pewnego dnia okaże się, że potrafimy przesadzić kaktusa i się nie pokłuć.
I wtedy nasza miłość osiągnie ten trzeci etap…stanie się nietykalna!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.