Nie mogę inaczej…

Kocham cię…!
Tak prosto to powiedzieć i tak prosto pławić się po szyję w tym ciepełku, które dajemy sobie samym tym pięknym stwierdzeniem. Tak… tak dobrze jest kochać. Kochać… co to znaczy?
Tak sobie myślę, że kochać to znaczy myśleć od siebie. Myślec w stronę drugiego człowieka. W stronę jego potrzeb i marzeń, w stronę jego codzienności. Kochać to znaczy robić to co trzeba, tu i teraz i jak najbardziej dla siebie, ale widzieć jak w tym wszystkim odbija się drugi człowiek, ten tak bardzo kochany. Bo może się okazać, że nasze kłopoty, nasze zawirowania sprawią, że nasze życie wygląda jak krzywe zwierciadło. a nasza miłość w nim odbita wygląda zupełnie nie tak, jak powinna. Czułość uderza obojętnością, jak obuchem w łeb tę naszą biedną kochaną połówkę. Troska zaś śmieje się jej egoistycznie prosto w nos, kręcąc się nadal się wokół nas, jak pies za własnym ogonem.
To nasze prawo, mieć w swoim życiu okruchy krzywych luster, to jest prawdziwe a nie uczesane gładko życie. Mamy do tego prawo. Mamy prawo do kołomyi dnia codziennego, ale nie mamy prawa zniekształcać życia tych, których kochamy.
Więc, gdy masz kiepski czas. Gdy nie do końca idziesz tam, gdzie chcesz i robisz nie to, czego akurat byś sobie życzył to pozwól, aby ta druga osoba była tak blisko ciebie jak to tylko możliwe. Tak, aby jej życie po prostu nie mogło się odbić od naszej krzywizny, bo będzie tak bardzo wtulone w nasze ramiona. To jedyna droga… każda inna jest drogą do nikąd, do pustki.
A gdy zrobisz ten błąd i nie wyciągniesz ramion tak jak należy, nie zagarniesz swojej miłości i nie przytulisz do serca, bo wydaje się, że zamiast niego masz jednego, wielkiego kaktusa to pozwól, aby ona krzyknęła głośno. Bardzo głośno, najgłośniej jak potrafi, że jesteś głupcem!
Każdy z nas ma prawo walczyć o swoje w tym niełatwym życiu. Musimy jednak pamiętać, że kochająca nas osoba zawsze obrywa rykoszetem. I tak, jak ona musi nam pozwolić walczyć po swojemu, nawet głupio (bo dla niej niezrozumiale), ale po swojemu, tak my musimy pozwolić jej reagować na to, co się dzieje też po swojemu… a raczej po … miłosnemu.
Dajmy jej prawo do niestania grzecznie z boku, do buntowania się, do komentowania tego, co się dzieje. Dajmy, bo to jest znak, ze jesteśmy naprawdę kochani. Tylko prawdziwa miłość potrafi nie zostawić nas samych. Potrafi walczyć o swoją bliskość przy nas, wtedy gdy my zapominamy o całym świecie, kiedy nie patrzymy rozsądnie skoncentrowani nad tym, co najpilniejsze, najtrudniejsze, najbardziej nachalne i natarczywe.
Pozwólmy jej na to. Pozwólmy by powiedziała nam, co o nas myśli, by wściekała się, że bylejaczymy, wymiękamy i szukamy usprawiedliwień dla swojej głupoty. Ona bowiem nie tylko nam nawtyka i nie tylko podsumuje bez litości to, co gubimy po drodze dążąc do celu jak ćma do płomienia. Ona jeszcze przypomni nam, że wcale nie jesteśmy do dupy, przykuci do ziemi. Ona przypomni nam, że nosimy w sobie skrzydła i wystarczy sobie o nich przypomnieć. To jej rola… to zadanie dla każdego, kto naprawdę kocha. A jeśli tego nie potrafisz, jeśli przymykasz oko na to, co się dzieje z twoim ukochanym człowiekiem, bo jest ci go tylko szkoda – co to za miłość. To mamałyga a nie pikantne danie, które ma w sobie niebo i piekło i właśnie dlatego jest wyjątkowe. Miłość unosi, buduje, przeobraża, ciągnie w górę i do przodu.. a jak nie może to popycha z tylu ile tylko ma sił!
Więc jeśli twoja druga, kochająca połówka, ciosa ci kołki na głowie stawiając cię do pionu i nie pozwalając na obniżenie lotów… dziękuj za nią losowi na kolanach. Nawet nie wiesz, jak wiele ją to kosztuje. Nawet nie wiesz o ile łatwiej byłoby jej usiąść obok ciebie, biadolić, płakać i zatracać się w beznadziejności. Ale ona chowa w sobie cały ciężar tej sytuacji, nie mysłi o swoim trudnym tu i teraz, które jej fundujesz i cała skupia się na tobie. Na tym, abyś skupiony na walce o swoje tu i teraz nie stracił tego, co najcenniejsze. Jej samej. Doceń to, bo nie chciałbyś wiedzieć, ile ją to kosztuje i jak bardzo trudnej rzeczy dokonuje.
Prawdziwa miłość nie pozwala na odejście w samotność. Kochając, mamy obowiązek wymagać od siebie wiele… bardzo wiele. Kochając nie mamy prawa pozwolić ukochanej osobie stać się byle jakim. Nie możemy pozwolić jej się upodlić, sponiewierać, zdziadzieć i może jeszcze pożałować.. że jest taka biedna bo zupełnie beznadziejna.
Nie … do cholery NIE!!!! W miłości nie ma zgody na bylejakość i na odpuszczenie ukochanym osobom bycia wartościowymi i mądrymi ludźmi.
Jeśli więc akurat jesteś w takiej sytuacji, to wstań, daj sobie po pysku, jeśli tego potrzebujesz i pomyśl… jak wielka jest miłość, która przy tobie stoi.
Ja miałam taką miłość obok siebie przez ostatnie lata. Bóg jeden wie, jak trudne tu i teraz ze mną przetrwała i nie pozwoliła mi, abym przyzwyczaiła się do czołgania po ziemi. Każdego dnia na nowo pokazywała mi, że mam skrzydła choć wtedy to były ich nędzne pozostałości. Dotrwała do czasu aż odrosły i, rozprostowane, uniosły mnie naprawdę wysoko.
Teraz ja spłacam „dług”. Teraz ja udowodnię jej, że ma skrzydła choćbym je miała każdego dnia stwarzać i przypinać jej na nowo. Nie zrezygnuję, bo jest tego warta. Wiem, co dostałam od losu i wiem, że warto dawać jej kolejne godziny, dni, tygodnie. Nie jest to łatwe, ale nikt nigdy nie powiedział, że nawet najpiękniejsza i najbardziej wyjątkowa miłość jest prosta i bezbolesna.

Więc wściekam się czasami, złoszczę na siebie, na nią i na wszystko dookoła bo szlag mnie trafia. Wiem przecież jak to jest być po tej drugiej, zniekształconej problemami stronie, ale nie mogę tych zawiłości rozprostować za nią. Choć to ja mam teraz więcej siły, choć to ja widzę, jak w sumie proste są drogi do rozcięcia tych węzłów gordyjskich. wiem, mogę, mam siłę… i muszę stać blisko i tylko patrzeć..!
I dlatego co chwila tupię nogami. O… a tupać ze złości i z niespełnienia to ja potrafię wprost koncertowo!
A potem tylko tulę tego mojego kaktusa z bliska i z daleka, zależy jak nam dane i jestem. Tylko i aż tyle!
Jestem bo kocham.. Kocham więc jestem..

Więc kocham… Kocham aż tak i tak po prostu… A ty???

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.