Jak makiem zasiał

Noc makiem mi w głowie zasiała pragnienia
Chodź i połóż się przy mnie ciemność nie ma granic
Kwiaty pachną czujesz? I wszystkie srebrzyste
Ukradły blask księżyca, dlatego się schował
Wyciągnij dłoń i zobacz czy zostanie pusta
Nie wiesz czy polecisz póki siedzisz w gnieździe
Wolność słono kosztuje i łzy też są słone
Spokój łudzi wygodą, choć ciasny jak klatka
Nie wszystko jest takie, jakim być by chciało
Zapatrz się w tę ciemność, wcale nie jest czarna
Tętni kolorami, głosami, zapachem
Bogatsza niż widać, tylko trzeba milczeć
Trzeba trwać w bezruchu, aby poznać duszę

Kim jesteś…

Jestem wierszykiem na stronie, gdzie zmieści się i drugi
Dziel ze mną białą kratę szeroką jak śnieżne pole
Nienaznaczone niczym prócz ptasich stóp
Przyjdź, dziś!
Oto jest fali dolina sekundę przed gromem
Chwila ciszy po utworze
Przymrozek przed roztopem
Połóż się obok
bądź diabłem i aniołem
Bądź tym, kim jesteś

po burzy…

W naturze po burzy zawsze wychodzi słońce, a niekiedy nawet rozbłyska na niebie tęczą.
W mojej bajce po burzy słońce się obraziło na ziemię, choć ta nie ma nic wspólnego z burzowymi chmurami i choć to nie ona dała się tym chmurom przegonić!!! Ziemia nie zrobiła nic, a słońce z całym rozmysłem schowało się za chmury, których ponoć nie lubi, i które są prawdziwymi winowajcami całej tej sytuacji…
Mówią, że słońce z natury niesie radość i ciepło. W mojej bajce słońce całą radośc i ciepło zabrało pod pachę, jak obrażony przedszkolak pluszowego misia. Ziemia nie ma żadnej możliwości wyciągnięcia go zza tych chmur, choć tak bardzo potrzebuje by wyszło zza nich, by było, by zaświeciło i wysuszyło jej kałuże… Bez niego przecież nie ogrzeje zmokniętego serca i nie pozbiera rozwianych wichurą myśli!
Jak pusta jest ziemia bez jego radosnego, jasnego pocałunku!!!

Na szczęście wiem doskonale, że te chmury są jak mgła… Odejdą wraz ze świtem. Nie mają innego wyjścia. W mojej bajce ziemia nie może istnieć bez słońca, a ono nie umie żyć bez niej. W mojej bajce, ono jest całe dla ziemi. Odkąd nad nią zaświeciło jest całe oddane tylko jej. Dba o to, żeby było jej dobrze, ciepło, bezpiecznie i aby wszystko na niej tętniło życiem. Wielokrotnie jest bardzo zmęczone wędrówką, wielokrotnie przeżywa burze słoneczne i wrze… ale potem uspokaja się i wraca do siebie i do niej. Do swojej ziemi obiecanej. Choć ta niejedną ma górkę i niejedną dolinę niekoniecznie miodem i mlekiem płynącą. A przecież właśnie taka różnorodna, właśnie taka nienajprostsza jest najprawdziwsza i najpiękniejsza. Uwielbia pieścić ją swoim dotykiem delikatnym jak poranek, dojrzałym i gorącym, jak samo południe i leniwym, rozespanym jak wieczór pełen spokoju i spełnienia. A ziemia… właśnie taka, zielona aż do obłędu, a zarazem pełna pustyń i kałuż, cała jest oddana słońcu i bez pamięci w nim zakochana. A ono jest dla niej błogosławieństwem nawet gdy pali za bardzo, gdy wysusza jej zieone oazy i zostawia zmarszczki na pustyniach. Nawet gdy świeci tak krótko, że ziemia pokrywa się szronem. Jest dla niej wszystkimi jest dla niem tym najlepszym, co jej się mogło przydarzyć. Więc ziemia nieustannie trwa w dziękczynieniu za każdy jego promyk i jest dumna gdy widzi, jak każdego ranka słońce wstaje w coraz większym blasku, coraz silniejsze
W mojej bajce każda burza – i ta słoneczna i ta ziemska kończy się spokojnym letnim porankiem…
I to jest to, co każda bajka mieć powinna – morał!
Ziemia i Słońce są sobie przeznaczone. Od zawsze, od początku świata należą do siebie i istnieją tylko razem. Ona zawdzięcza mu życie, on zawdzięcza jej sens swojego istnienia. I tak jest dobrze… bardzo dobrze!

Zatęsknić za swoim uśmiechem…

- „Chciałbym uśmiechać się tak pięknie jak pani, ale pani zeszła z nieba, a dla mnie tylko piach, tylko śmierć dookoła…” – powiedział mi przed chwilą na przystanku pewien bezdomny. Choroba zabrała mu uśmiech, groteskowo wykrzywiła nos, sparaliżowała policzek.
- „Widzi pani, ja jestem dobry człowiek. Ja lubię pomagać. Chciałem pomóc kilku osobom, ale mi się nie udało. Wszyscy umarli. Pani jest piękną kobietą. Niech pani mi powie: zeszła pani z nieba? Jest pani Aniołem. Ze mną nikt nie chce rozmawiać, a pani ze mną rozmawia! Ja nie mogę się uśmiechać, wie pani. Mam sparaliżowany policzek. A pani się tak pięknie śmieje. A ja… odkąd się nie śmieję wszyscy moi przyjaciele umierają. Mikołaj, moja dziewczyna Iwonka.. i drugi Mikołaj… niech to sie w końcu skończy! Ciągle czuję jego, Mateusza, ostatni oddech. Umierał mi na kolanach… Niech to się skończy, proszę pani, bo trudno wytrzymać. Pali pani, nie?… to dobrze. A pani ze mną rozmawia, pani musi być z nieba!”

Co tu dużo mówić: padał deszcz, a ja stałam w śroku kałuży i cieszyłam się ciepłym, nocnym oddechem lata. W ustach miałam smak morwy, która rośnie nieopodal mojego biurowca. Czego mi brakowało do szczęścia! Niczego, poza pewnym kochanym facetem, który chwilowo mi emigrował. I nagle ten człowiek, który w odróżnieniu ode mnie nie wracał do domu, sprawił, że moje poczucie radości się ustokrotniło. Może nie mam kasy, nie mam własnego domu, też jestem praktycznie bezdomna, ale mam dwie zdrowe (prawie) ręce, mam dwie zdrowe (prawie) nogi, kupę inteligencji w nienajbrzydszej głowie więc… mam powód do uśmiechu.
I tak sobie pomyślałam… jaki to mądry człowiek.
Gdy wsiadałam do tramwaju i życzyłam mu dobrej nocy uśmiechnął się do mnie oczyma i pomachał ręką. Żegnały mnie jego ciepłe słowa… – „Do widzenia, niech pani na siebie uważa wracając do domu. Jest już późno.”
Odjechałam a On został na przystanku. Będzie pewnie siedział nadal w tym samym miejscu, w którym go zastałam. Tramwaje przyjeżdżają i odjeżdżają, a on siedzi, bo tu wiata i nie pada.
Biedny, bezdomny człowiek a tak wiele mi dał. Zawsze wiedziałam, że jestem szczęściarą, ale teraz uświadomiłam sobie, to mocniej niż kiedykolwiek. I chcę, abyście nie przeszli nad tym tekstem obojętnie.
Nie kochani, nie tym razem…
To, o czym tu piszę jest bardzo ważne dla każdego człowieka.
Pewnie nigdy nie dowiecie się, jak to jest być bezdomnym. Nigdy nie dowiecie się, jak to jest zatęsknić za swoim uśmiechem. Nigdy nie dowiecie się być może, jak to jest, gdy ktoś ważny i kochany odchodzi w jednej chwili, a wy nie możecie nic zrobić. Obyście się nigdy nie dowiedzieli. Ale właśnie ta niewiedza nakłada na was niejako obowiązek radości. Obowiązek cieszenia się z tego, co macie. Bo teraz życie nas rozpieszcza, ale jak długo?!
Dlatego też napiszę wam dokładnie to, co moim znajomym na FB: Moi kochani znajomi.. gdy jutro rano wstaniecie z łóżka pomyślcie, że wy nadal możecie się uśmiechać! I pomyslcie o głębokiej prawdzie, którą wyraził ten człowiek: bez naszego uśmiechu nasi przyjaciele umierają… więc do roboty!
Uśmiechnijcie się za mojego bezdomnego, a może też i do niego w tej czy innej postaci.
On miał na imię Luca!

brajlem deszczu

Jak dobrze podnieść głowę wysoko do nieba
Pozwolić by deszcz pisał brajlem na mej twarzy
Chwile właśnie przeżyte i te, w które idę
Czerwień słońca pomieszać z księżycowym blaskiem
Nie pytać, nie wołać, nie pragnąć, nie musieć
Zamknąć oczy na wszystko co nie najważniejsze
Podnieść dłonie niepuste, aby się przelało
Dobro, szczęście i piękno… cichutko jak mysz

ciut, ciut za mało…

Tak samo zwilgotniały nam oczy kochany
Tak samo zadrżały ścichłe nagle usta
Myśl zagubiona nie chce wybiec w przyszłość
Kartka w kalendarzu taka jakaś pusta
Przewracać ją będziemy każdą cichą nocą
Tęsknota nam odpędzi i radość i sny
Serce głupie zaboli tak, jak jeszcze nigdy
Bo nie ma ciebie, mnie… jesteśmy My
I nic nie poradzę na to, że mi słońce
Świeci troszkę jakby do góry nogami
Że biegnę za tobą każdą słoną kroplą
Tęsknię, pragnę i czekam… maluję cię snami
I nic nie poradzisz na to, że choć w drodze
To jednak nie cały… serce tu zostało
I pragniesz mnie jak wody, jak ognia, jak cienia
A pamięć mego ciała to ciut, ciut za mało

Zapomnieć…

Jak dobrze móc zapomnieć w twoich ramionach.
Zapomnieć, jak smakuje samotność bardziej lepka niż wata cukrowa.
Zapomnieć, jak smakuje tęsknota, dokuczliwa bardziej niż pchła.
Zapomnieć, jak smakuje marzenie, piękne, słodkie i zupełnie niedostępne.
Jak dobrze móc zapomnieć się w twoich oczach.
Zapomnieć, że muszę zawsze, muszę wszędzie: „bo tak trzeba i już”!
Zapomnieć, że muszę wiedzieć wszystko i umieć wszystko.
Zapomnieć, że muszę idealnie i bezbłędnie, bo tylko wtedy jestem ważna.
Jak dobrze móc zapomnieć się w twojej miłości.
Zapomnieć o fałdkach i celulicie, o zbędnych kilogramach.
Zapomnieć o zwątpieniach, głupich pomysłach i strachu.
Zapomnieć, że zapominać nie wolno!
Zapomnieć i być… Sobą!
Jak dobrze!!!

tak, jakby…

I teraz już wiemy!!!
Wiemym, że:
zastąpić nasze kochanie innym…
zastąpić ciebie lub mnie w naszej jedności..
zastąpić jedną chwilą nasze trwanie…
zastąpić szałem nasze pragnienie…
zastąpić nowością naszą tkliwość…
To utopia!

To tak, jakby ktoś chciał pudełkiem kredek zastąpić tęczę!

d963818a0a2ae64f7c8c56248065e495

… a ja piszę wiersz

Kochasz się ze mną, a ja piszę wiersz
Słowa są zaklęte w dotyku twych dłoni
Przebiegają po mnie niespiesznie, leniwie
Smugą światła pieszczą moje nagie ciało
Nasycasz mnie jak zawsze swym nienasyceniem
Zachłanność wcierasz w skórę, czujemy jak płonie
Zamykasz w kluczu ramion drżenie pożądania
I czekasz bezlitośnie na kolejne „proszę!”
A potem tylko cisza, i tylko spojrzenie
W głąb siebie i ciebie, w naszą niecodzienność
Potem tylko usta szukające drugich
Potem tylko miłość… a ja piszę wiersz

O tak!!!

Gdyby pójść przed siebie prosto jak najdalej!
Wstać, zrobić krok i drugi, nie zawrócić z drogi.
Dotknąć wody wiosłem i bezruch odepchnąć,
Popłynąć w nieznane, bo dusza nim tęskni…

Czemu serce wyrywam z cichej kiedyś piersi?
Czemu tęsknię i za czym? Czego mi brakuje?
O czymś ciągle marzę, ciągle coś przeczuwam…
Szarpię myśli, splątuję, wyrzucam bezmyślne.

Droga mi się marzy szeroka i barwna…
Pełna marzeń, co kiedyś uciekły z mej duszy.
Pełna wzruszeń niepierwszych, ale nie ostatnich
Taka moja, jedyna… jak ja niepodległa.

Monogamista

Mówisz, że zmienisz moje życie.
Ale najpierw sprawdź,
czy pasują na ciebie sukienki poprzedniczki,
a łokcie i pośladki
(uwielbiałem gdy opinały je ubrania)
odciskają w tych samych miejscach fotela.
Czy szminka rozmazuje się w tym samym miejscu
przy piciu z filiżanki.
(Kawa/ Herbata? Chodzi o kształt ust,
odpowiednią długość przytrzymywania ich przy krawędzi naczynia).
Czy sylwetką komponujesz się z miejscami,
w których wyciąłem tamtą na zdjęciach.
Najpierw sprawdź.
A potem…
Potem spójrz z mojego punktu widzenia.
Nie każda zmiana definiuje elementy nowego,
czasem to tylko przewrócenie rozdziału
w tej samej książce.
Przesunięcie o kilka stron bliżej zakończenia.
Dawid Olejnik (Max Rogov)

Malta

Na nowo odszukać co było, minęło
Przypomniec smak i zapach tamtych pierwszych wzruszeń
Poczuć w sobie pierwsze, niewinne kochanie
krąg zatoczyć pomimo wspólnej niepamięci

Stanać obok siebie i otworzyć okno
Wiosnę wpuścić śmiało w jesienne juź życie
Wypić jednych haustem, do dna, nasze zdrowie
Upić się tą chwilą tak, by nie mieć kaca

Zawirować w tańcu jak wtedy, tej nocy
W której gwiazd mniej bylo niż twych pocalunków
Nie poddać się myślom o tym co być mogło
Temu, co być może nie powiedziec – żegnaj.

zanim…

Tak… można poczuć dotyk zanim dłoń obecna
Można poczuć zapach, gdy kwiat jeszcze w pąkach
Oczy ubrać błękitem chociaż chmury ciemne
I karmić się owocem, który jeszcze kwitnie

Tak… zanim mnie dotkniesz płonie we mnie ogień
i biegnę do nieba zanim je otworzysz
wtulam się w ciebie jeszcze w oddaleniu
wiem co nadejdzie jeszcze długo zanim

dusza bliźniaczka

Rośnie we mnie od dawna
niepodległa dusza
wolna od kochania
wolna od pragnienia
taka niesamotna.
Mądrzejsza o jutro
bo nie ma pamięci
i stąd wszechwiedząca
Wie, że droga nie taka
że serce za głupie
że wiara zbyt naiwna
a nogi poplątane i ręce znów puste.
Tak do mnie podobna
jak siostra bliżniaczka
Tylko ja mam serce a ona rosądek