… jak w piosence!

Każdy ma swoją Bracką, na której deszcz pada
Skaczę po kałużach, cóż – jestem szalona
Tyle słońca w całym mieście, tylko popatrz
Chodzą ulicami ludzie i ja… rozmarzona

Sny w naszym mieście ponoć najpiękniejsze
Budzikom, zegarom więc śmierć do południa
Autobusy nie czerwienią a złotem migają,
Lecz na rynku jak zawsze Rebeka i studnia

Małe mieszkanko gdzieś na Mariensztacie
A może jednak Żoliborz, bo tonie w zieleni
Podzielimy wszystko pół na pół, uczciwie
I będziemy tacy w słońce zapatrzeni

Więc chodź, pomaluj mój świat
Niech jesień bez ciebie nie przyjdzie w tym roku
Ludziom dajmy najlepsze, a wtedy i nam
Pastorałka biała ześle święty spokój

… nie zapomnisz!

Chodź ze mną na spacer
O brzasku poranka, o księżyca blasku
I nie martw się… zapomnisz
Całuj mnie namiętnie i czule
Na dzień dobry całuj i na noc bezsenną
I nie martw się… zapomnisz
Wtulaj się we mnie spokojnie
Ciesz się ciepłem i ciszą moich ramion
I nie martw się… zapomnisz
Ale nie tańcz ze mną kwadrans po północy
Nie zawiruj w walcu, tangiem nie zapragnij,
Nie poczuj mego rytmu i mego oddechu
Ale nie kochaj mnie gorąco w zapomnieniu
Nie smakuj mego ciała, nie wchłaniaj zapachu
Nie syć się mym jękiem, wygięciem, rozkoszą
Bo choćbyś nawet odszedł daleko, najdalej
Bo choćbyś nie obejrzał się już nigdy wstecz
Moje ciało i taniec będą w tobie zawsze
I martw się… bo nie zapomnisz!

Wystarczy

Wystarczy znaleźć swój wiatr
Na chwilę stanąć w miejscu i rozłożyć skrzydła
Zaufać jego sile i uwolnić myśli
Poddać się wyzwaniu i sięgnąć przed siebie

Wystarczy znaleźć swój deszcz
Na chwilę stanąć w miejscu i nadstawić dłonie
Napełnić je kroplami nienazwanych pragnień
Zaczerpnąć z niego moc ożywiania ziarna

Wystarczy znaleźć swój czas
Na chwilę stanąć w miejscu i zatoczyć koło
Wszystko się zaczyna tam, gdzie się skończyło
I wiara i miłość i ufność i blask

Wystarczy tylko zacząć wreszcie szukać
Na chwilę tylko stanąć, nie na wieczność całą
Nie czekać więc, nie liczyć, zrobić krok przed siebie
Wyrzucić w kąt obawy i wznieść się nad siebie

Większa niż marzenia

Zanurzamy się w sobie powoli, po cichu
Oczy mamy zdziwione, że znowu aż tak
Jakoś tak nam do siebie jest blisko, najbliżej
Śmiejemy się radośnie spleceni, wtuleni
Dotykasz mnie od środka, tulisz moją duszę
Ogarniam cię miękkością, otulam rozkoszą
Wspólne mamy dłonie i usta nabrzmiałe
Ciała dawno temu stopiły się w jedność
Nieprzytomne oczy i świadome dusze
To nam się zdarzyło to co nienazwane
Dzisiaj, jutro, zawsze! Zwyczajna i prosta
Miłość nasza nasze przerosła marzenia

Muzyką jestem..

Muzyką wiatru na wantach jestem
Bzyczeniem pszczoły w pełnym miodu ulu
Trzepotem skrzydeł motylich nad łąką
Szeptem strumienia w skalistym wąwozie
Wszystko mi gra w duszy – i kamień i drzewo
Muzyką pełną słońca podszytą mam skórę
Biegnę przez to życie pięciolinią wzruszeń
Bukiet ozdobników układam w wazonie
Więc jeśli pragniesz zasypiać tuż przy mnie
Złap sercem oddech miasta, jego szum i rytmy
Na partyturze zapisz codzienne zdarzenia
Kochaj tylko dur a płacz tylko w moll
Pocałunek niech będzie jak klucz wiolinowy
Od niego przecież wszystko się zaczęło
W tamtym takcie życie zatańczyło walca
Więc wpisałam pauzę i niech trwa na zawsze

Wodo moja…

Dotknęłam ciebie lecz dłonie pozostały puste
Tylko mokre oczy i usta zdziwione
Rzeko moja, głęboka jak błyszczące oczy
Wodo moja, szeroka jak radosny uśmiech
Wczepiona w twój nurt płynę coraz głębiej
Życie mija szybko, jutro goni wczoraj
Przepływam przez skały, spienione zmartwieniem
I zwalniam na mieliznach rozjaśnionych słońcem
Gdzie koniec mojej drogi, dokąd rzeko zmierzam?
Dokąd mnie prowadzisz zadziorna i dzika?
I co na mnie czeka gdy w końcu dopłynę?
Nie wiem, nie chcę wiedzieć, przeczuwam odpowiedź
Szczęście tak jak rzeka rozleje się morzem

ściana

Stoję przed przed ścianą obojętności
Jest wodo i termo odporna
Nie tykają jej łzy samotne
ani serce gorące
Nie kruszy jej troska serdeczna
nie rozwala żadna dobra myśl
I tylko dwa wyjścia
zawrócić z poobijanym sercem
obejść i iść dalej z obolałą głową
… a deszcz za oknem pada ciągle tak samo

Koncentrat

Skoncentrowałam się chyba cokolwiek za bardzo
Zakręciłam sercem tworząc cuda-wianki
Zagubiłam twą drogę, byś nową odnalazł
Pokazałam słońce odbite w kałuży
Czas zagubił wskazówki i stanął jak wryty
Tego jeszcze nie widział, choć stary jak świat
Więc nie pytaj mnie „jak” i nie pytaj „czemu”
Wszystko w tobie ukryte… i piekło i raj!

Kochanie… nie mogłam..!
Po prostu nie mogłam nie zamknąc dzisiejszego naszego dnia inaczej, niż fontanną pełną koncentratu…
Wiem, starczy nam tematu do rozmów na kolejne miesiące…
To nasza przyszłość, którą tak pięknie piszesz sprawia, że dzieją się takie cuda!
A więc.. znowu …. TWOJA WINA !!!
:) :) :)

Fontanna

Jestem fontanną, do której wrzuciłeś swój grosik.
Nie ten złoty, błyszczący jak słońce w południe,
Lecz ten wdowi, miedziany, ostatni, bezcenny
…I spełniłam marzenie stare jak twój świat.
To dlatego wracasz nigdy nie odchodząc.
Pragniesz, chociaż wypełniam całą twoją pustkę.
Ciągle tęsknisz, choć jestem twoją codziennością.
I stajesz się sobą w milczeniu rozkoszy.

Jedna chwila

Usta spuchnięte od twych pocałunków…
Tego trzeba było by wznieść się nad czasem!
On już jest niegroźny, bo pustki nie niesie
Wszystko takie samo a przecież jak nowe
Dłonie takie ciężkie od dotyku ciała
Oczy pełne oczu i pełne zdziwienia
Jedna chwila, a wszytko w niej właśnie zamknięte
ty i ja, i czas i miłość i szczęście

Gotowa na grom

Burza przyszła nieproszona
Pochyliła moje niebo
Zatrzęsła moją ziemią
Potargała moje gałęzie
Rozpłakała moje myśli
Zagrzmiało…
Ale ja już nie taka
Ale ja już wyrosłam
Przyginam się do ziemi piorunem
I wstaję ku niebu tęczą
A gdy nadejdzie kolejna burza
Jestem jeszcze silniejsza
Jeszcze bardziej giętka
I gotowa na grom

Jak makiem zasiał

Noc w głowie makiem zasiała pragnienia
Chodź, połóż się przy mnie – ciemność nie ma granic
Kwiaty pachną czujesz? I wszystkie srebrzyste
Ukradły blask księżyca, dlatego się schował
Wyciągnij dłoń i zobacz czy zostanie pusta
Nie wiesz czy polecisz póki siedzisz w gnieździe
Wolność słono kosztuje i łzy też są słone
Spokój łudzi wygodą, choć ciasny jak klatka
Nie wszystko jest takie, jakim być by chciało
Zapatrz się w tę ciemność, wcale nie jest czarna
Tętni kolorami, głosami, zapachem
Bogatsza niż widać, tylko trzeba milczeć
Trzeba trwać w bezruchu, aby poznać duszę

Kim jesteś…

Jestem wierszykiem na stronie, gdzie zmieści się i drugi
Dziel ze mną białą kratę szeroką jak śnieżne pole
Nienaznaczone niczym prócz ptasich stóp
Przyjdź, dziś!
Oto jest fali dolina sekundę przed gromem
Chwila ciszy po utworze
Przymrozek przed roztopem
Połóż się obok
bądź diabłem i aniołem
Bądź tym, kim jesteś

brajlem deszczu

Jak dobrze podnieść głowę wysoko do nieba
Pozwolić by deszcz pisał brajlem na mej twarzy
Chwile właśnie przeżyte i te, w które idę
Czerwień słońca pomieszać z księżycowym blaskiem
Nie pytać, nie wołać, nie pragnąć, nie musieć
Zamknąć oczy na wszystko co nie najważniejsze
Podnieść dłonie niepuste, aby się przelało
Dobro, szczęście i piękno… cichutko jak mysz

ciut, ciut za mało…

Tak samo zwilgotniały nam oczy kochany
Tak samo zadrżały ścichłe nagle usta
Myśl zagubiona nie chce wybiec w przyszłość
Kartka w kalendarzu taka jakaś pusta
Przewracać ją będziemy każdą cichą nocą
Tęsknota nam odpędzi i radość i sny
Serce głupie zaboli tak, jak jeszcze nigdy
Bo nie ma ciebie, mnie… jesteśmy My
I nic nie poradzę na to, że mi słońce
Świeci troszkę jakby do góry nogami
Że biegnę za tobą każdą słoną kroplą
Tęsknię, pragnę i czekam… maluję cię snami
I nic nie poradzisz na to, że choć w drodze
To jednak nie cały… serce tu zostało
I pragniesz mnie jak wody, jak ognia, jak cienia
A pamięć mego ciała to ciut, ciut za mało

… a ja piszę wiersz

Kochasz się ze mną, a ja piszę wiersz
Słowa są zaklęte w dotyku twych dłoni
Przebiegają po mnie niespiesznie, leniwie
Smugą światła pieszczą moje nagie ciało
Nasycasz mnie jak zawsze swym nienasyceniem
Zachłanność wcierasz w skórę, czujemy jak płonie
Zamykasz w kluczu ramion drżenie pożądania
I czekasz bezlitośnie na kolejne „proszę!”
A potem tylko cisza, i tylko spojrzenie
W głąb siebie i ciebie, w naszą niecodzienność
Potem tylko usta szukające drugich
Potem tylko miłość… a ja piszę wiersz

O tak!!!

Gdyby pójść przed siebie prosto jak najdalej!
Wstać, zrobić krok i drugi, nie zawrócić z drogi.
Dotknąć wody wiosłem i bezruch odepchnąć,
Popłynąć w nieznane, bo dusza nim tęskni…

Czemu serce wyrywam z cichej kiedyś piersi?
Czemu tęsknię i za czym? Czego mi brakuje?
O czymś ciągle marzę, ciągle coś przeczuwam…
Szarpię myśli, splątuję, wyrzucam bezmyślne.

Droga mi się marzy szeroka i barwna…
Pełna marzeń, co kiedyś uciekły z mej duszy.
Pełna wzruszeń niepierwszych, ale nie ostatnich
Taka moja, jedyna… jak ja niepodległa.

Malta

Na nowo odszukać co było, minęło
Przypomniec smak i zapach tamtych pierwszych wzruszeń
Poczuć w sobie pierwsze, niewinne kochanie
krąg zatoczyć pomimo wspólnej niepamięci

Stanać obok siebie i otworzyć okno
Wiosnę wpuścić śmiało w jesienne juź życie
Wypić jednych haustem, do dna, nasze zdrowie
Upić się tą chwilą tak, by nie mieć kaca

Zawirować w tańcu jak wtedy, tej nocy
W której gwiazd mniej bylo niż twych pocalunków
Nie poddać się myślom o tym co być mogło
Temu, co być może nie powiedziec – żegnaj.

zanim…

Tak… można poczuć dotyk zanim dłoń obecna
Można poczuć zapach, gdy kwiat jeszcze w pąkach
Oczy ubrać błękitem chociaż chmury ciemne
I karmić się owocem, który jeszcze kwitnie

Tak… zanim mnie dotkniesz płonie we mnie ogień
i biegnę do nieba zanim je otworzysz
wtulam się w ciebie jeszcze w oddaleniu
wiem co nadejdzie jeszcze długo zanim

krąg…

nie znikaj… prosisz
a mnie przecież nawet jeszcze nie ma
jeszcze nie wyszłam z morskiej piany
jeszcze nie poczułam smaku pocałunku

zamknijmy krąg.. prosisz
a ja ciągle chodzę do góry nogami
jeszcze nie wiem, gdzie północ
choć wschód już mnie zagarnia

więc nie proś! bierz!

dusza bliźniaczka

Rośnie we mnie od dawna
niepodległa dusza
wolna od kochania
wolna od pragnienia
taka niesamotna.
Mądrzejsza o jutro
bo nie ma pamięci
i stąd wszechwiedząca
Wie, że droga nie taka
że serce za głupie
że wiara zbyt naiwna
a nogi poplątane i ręce znów puste.
Tak do mnie podobna
jak siostra bliżniaczka
Tylko ja mam serce a ona rosądek

Dojrzewanie

Rozpiąłeś mnie z siebie jak z mokrego płaszcza
Zdjęłam z ciebie maskę jak kurtkę puchową
Stanęliśmy nadzy przed sobą, zdziwieni
Że ciała mamy piękne i dusze bogate

Trzymając się za ręce ruszyliśmy w drogę
Słońce w naszych oczach topiło swój blask
Niebo nam się kładło prawie pod stopami
Więc szliśmy do przodu, codziennie na nowo

Ty z uporem pytasz: dlaczego tak późno?
Dlaczego pod górę i ciągle pod wiatr
Dlaczego musieliśmy wypić ogień z wodą
skosztować rozpaczy, by dotrzeć do Teraz

Ja ci odpowiadam, że czas musiał dojrzeć
i musiał dorosnąć do naszego My
By spełnić marzenia, z których wyrośliśmy
By udźwignąć wszystko, co trzymamy w dłoniach

Pytałam…

Pytałam życia: gdzie znajdę człowieka
Z głową pełną wiatru i ze słońcem w oczach
Takiego, co kroczy z podniesioną głową
Wypatrując miejsca, gdzie wszystko się spełnia

Pytałam losu: gdzie znajdę codzienność
Taką pełną słońca, leciutką jak piórko
Taką zasłuchaną w okruchy historii
Taką otwartą na wchodzące jutro

I mnie zapytano: A dlaczego szukasz?
Czemu ci nie starczy, jak innym, przeciętność?
Czemu rzucasz kłody na swej własnej drodze?
Granice wyznaczasz? – by je przeskakiwać!!!

Na twoje urodziny…

W prezencie ci oddam piegi niepoprawne
by twarz twą ozdobiły okruchami słońca
Dam ci zmarszczki serdeczne, te w kącikach oczu
by przyniosły uśmiech od ucha do ucha

Kokardą zawiążę serce zwariowane
niech bije radośnie w rytm walca „na trzy”
wystroję też odświętnie ramiona otwarte
byś zechciał się przytulic i być chciał w nich zostać

W prezencie dam ci myśli, te nieuczesane
otoczą cię pragnieniem, tęksnotą i siłą
zapakuję wspomnienia w pudełko po ciastkach
by pachniały cieplutko i słodko jak one

Na ustach ci zawisnę jednym pocałunkiem
dotknę delikatnie by płomień rozpalić
oplotę cię miłością jak koncertem życzeń
by wybrzmiała w ciszy do ostatniej nuty

Wszystkiego najlepszego Kochany…
trwaj dzisiaj cały we wczoraj!

Tęsknota…

Zasnuło mi się serce, jak niebo chmurami
Smutek wylał się z niego, jak wiosenna rzeka
Otulam się mgłą tęsknoty, by w ciszę odpłynąć
Przed deszczem łez się schronić pod jej parasolem

Tak byłoby spokojnie, nijako i szaro
Tak trochę mniej boleśnie i trochę mniej trudno
Lecz ona wcale nie chce być bandażem duszy
Skrzydła dziś jej wyrosły i leci za tobą

I goni twoje myśli, łapie twoją duszę
Z ust wchłania oddech miarowy, spokojny
Dotyka serca piórem i łaskocze z lekka
Wywołany uśmiech zjada na śniadanie

Cholerna tęsknota do oczu się wciska
W moich błyszczy łzami w twoich pali gwiazdy
Taka nieposłuszna jak ty, gdy twe ręce
Nie mogą nie dotykać zakamarków ciała

Niesforna tęsknota, ruda i zielona
Jak dzieciak nie potrafi usiedzieć na miejscu
Biegnie od myśli do myśli, maluje wspomnienia
Miłość z dusz nam wyciąga i most stawia sercom

Kompletnie oszalała, nie liczy się z niczym
Czym dla niej jest odległość, milczenie i pustka
Machnie tylko skrzydłem i… jesteś tuż obok
Chłoniesz usta ustami, ciało koisz ciałem.

Wtulam głowę w twe ramię i zamykam oczy
Czuję twój dotyk na rozgrzanej skórze
Dotykam dłonią twarzy, ty tulisz się do niej
Znów w sobie jesteśmy tak blisko, najbliżej

Więc niech leci, niech frunie, niech szybuje w górę
Niech strąca śmiechem deszcz na rzęsach uśpiony
Niech w nas rośnie, niech śpiewa, że to tylko chwila
Niech kartki z kalendarza zerwie wszystkie naraz

Rudowłosa….

Dziś w oczach miała gwiazdy
Jej uśmiech gasił słońce
I czułem swe pragnienie
I usta jej gorące….

W mej głowie cos wybuchło
Patrzyłem w nią jak w tęczę
Me serce, myśl, pragnienie
Od ust jej są gorętsze

Kobieto rudowłosa,
Co w tobie jest takiego?
Tobą pragnę, kocham i żyję
W tobie jest piekło moje i niebo

/Poddano cenzurze, nie usunięto nic/

Oni i kot…

Mężczyzna, kobieta i kot…
do szczęścia cóż trzeba więcej?
Może miłości okruszek
by czuli, że mają serce.

Kobieta, mężczyzna i kot…
do życia cóż trzeba więcej?
Może ufności iskierka
co splecie serca i ręce.

Mężczyna, kobieta i kot…
do wiersza cóż trzeba więcej?
Może nadziei drobinka
i już jest tak, jak w piosence

Kobieta, mężczyzna … gdzie kot?
wygrzewa się na progu nieba
Wtuleni w siebie, wtopieni
i … nic im więcej nie trzeba

Popatrzysz na mnie…

Kochanie, no po prostu nie mogłam nie wrócić do dzisiejszego spotkania…

Popatrzysz na mnie i czas się zatrzyma
Nie wypowiesz słowa, nie złapiesz oddechu
Czas stanie w miejscu, zatrzyma się życie
Rozum stanie dęba – zachwyt nim zakręci

Popatrzysz na mnie i słońce przygaśnie
Nie wypowiesz słowa, nie złapiesz oddechu
Serce bić zapomni, krew rozerwie tamy
Usta wyschną pragnieniem – nie do nasycenia

Popatrzysz na mnie i burza się zerwie
Nie wypowiesz słowa, nie złapiesz oddechu
Spełnienia zapragniesz a dłonie dotyku
Pożądanie wolę rozerwie na strzępy

Popatrzysz na mnie i ciało przeciągniesz
Nie wypowiesz słowa, nie złapiesz oddechu
Głowę lekko pochylisz, tak jak masz w zwyczaju
Miłość większą niż wszechświat zamkniesz w pocałunku.