Stoję przed tobą…

Jak.. No jak, kochanie?
Jak można inaczej, delikatniej, piękniej?
Stoję przed tobą spokojna i cicha. Stoję z uśmiechem i marzeniem w oczach. Stoję pełna pragnienia i oczekiwania.  Mówisz:  „piękna, doskonała…” Mówisz: „Venus, Afrodyta”. A ja… ja jeszcze nie wyszłam z morskiej piany!!! Jeszcze się stwarzam i splatam obrazy, chwile, prawdę swojej codzienności najpiękniej jak potrafię. Mówisz, że masz mój obraz w swoich dłoniach. Zamykasz oczy i czujesz moje ciało. Zarys piersi, talię, linię bioder… Znasz każdą zmarszczkę na mojej twarzy… Otulasz mnie ciepłem, dobrocią i troską serdeczną. Znasz każdy odcień moich oczu. Wiesz, co zwiastuje – deszcz łez a co burzę śmiechu. Znasz mnie tak dobrze, jak nikt nigdy i jak nikt inny. Tobie zaufałam tak po prostu i dopiero potem okazało się, że w pełni na to zasługujesz. Pokochałam cię za nic. Po prostu za to, że jesteś, a potem okazało się, że trudno istnieć piękniej niż ty. Zaciekawiłeś mnie do obłędu, zafascynowałeś. Potem okazało się, że kryjesz w sobie o wiele więcej tajemnic, niż przypuszczałam i jest w sobie wiele do odkrycia.
I dlatego po czterech latach stoję przed tobą w milczeniu i tylko patrzę… a ty..! Ty szalejesz i … „tupiesz nogami”!
I wiesz, co lubię najbardziej? Wiesz!
Tak kochanie, najbardziej lubię te chwile „przed zjedzeniem miodku”. Ten moment, w którym przytulasz mnie do siebie nagą tak mocno, najmocniej jak potrafisz. Gdy dotykasz każdego kawałka mojej płonącej skóry od palców u nóg do czubka głowy. To niesamowite uczucie, gdy nasze nagie ciała wtulają się w siebie tak, jakby nic poza nimi na świecie nie istniało. Nie ma w tym żądzy, nie ma pustego zatracenia. Jest tylko czułość niezmierna i bliskość tak ogromna, że zadziwia nas samych. Tę chwilę moglibyśmy przeciągać w nieskończoność. Oboje wtedy czujemy, jak opada z nas wszystko co stanowi naszą nieprostą codzienność. To w tej chwili topimy smutki i troski. W tej chwili zamykamy nasze pytania z nieprostymi odpowiedziami. To w tych chwilach znajdujemy zaspokojenie wszystkich naszych pragnień. Wtuleni w siebie trwamy tak, jakby czas nie istniał.  Jednak nasze ciała powoli zaczynają domagać się więcej, głębiej, mocniej… i budzą się do życia, do tańca, do działania do… kochania. I dotykam cię najpiękniej jak umiem, a moje ciało klęka przed Toba w uwielbieniu i zdziwieniu. Dotykam cię niezmiennie tak samo i zupełnie na nowo. A ty wiesz, że ten dotyk zakończy się drżeniem. Tak, drżę przed tą mocą, tą delikatnością, tą oczywistością i tą tajemnicą, którą w sobie kryjesz i którą odkrywam jednym, delikatnym pocałunkiem, przytuleniem do policzka… Ta chwila to moje… to nasze sacrum! Nie ma nic świętszego od niej, nic bardziej tkliwego, delikatnego i czystego niż ona. Ta chwila sama w sobie jest zupełnie doskonała i nie potrzebuje niczego więcej, a przecież to „więcej” następuje, bo oto zrywa się do lotu pragnienie! Pragnienie bezkresne jak przestrzeń i tak szalone jak my. Więc pochylam się nad tobą i spełniam swoje marzenia. Drgnięcie po drgnięciu, szept po szepcie, pocałunek po pocałunku … byś był, byś czuł, byś zatracił się w rozkoszy. Z dłońmi pełnymi moich kształtów byś tylko czuł… Ten jeden moment, który trwa w nieskończoność. Codziennie inny i codziennie ten sam… jedyny, niezmienny, cudowny. Moment, gdy stapiamy się w jedno. Moment, gdy odkrywam w tobie to, co od dawna obecne. Twoje marzenie i twoje przeznaczenie.
Jesteś i czujesz.
Jesteś… tu i teraz i tak bardzo, że brakuje ci tchu.
A ja znikam w tobie, choć ty już dawno zagubiłeś się we mnie bez reszty.
Czas przestał istnieć już dawno temu. Gdy dotykasz mnie słowem na dzień dobry, gdy witasz uśmiechem i oczyma pełnymi gwiazd całując na zapas, abym w pracy tęskniła ciut, ciut mniej. Gdy przytulasz na pożegnanie w samo południe a potem mówisz mi dobranoc, gdy po pracy docieram do domu. Wtedy czas biegnie nieubłaganie, a zarazem zupełnie niezauważalnie. Ale gdy staję przed tobą i patrzę ci w oczy czasu nie ma, świata nie ma… Jesteś ty i ja. Czas się wstydzi płynąć, aby nie wyznaczać końca temu co piękne i doskonałe.
I tak jest dobrze…
I tak być powinno…
I wkrótce spełni się to, na co czekamy tak  długo i z taką nadzieją…
Czas nie będzie już przeciekał nam przez palce, ale pójdzie z nami krok w krok, ręka w rękę. Pójdzie tam, gdzie jest prawda i miłość i marzenia zupełnie proste i tak piękne!
I pójdzie z nami ta prawda, że wystarczy tylko jedno: … kochać!
Po prostu szczerze i prosto kochać!